Pisownik

Miałam dziś taki sen

Pozwoliłam sobie dziś na marzenie.

Budzimy się razem w łóżku, Ty budzisz się wcześniej, opierasz głowę na swojej dłoni i wpatrujesz się we mnie.

Myślisz – ale się cieszę, że Ciebie mam.

To myśl tak potężna, że słyszę ją na falach dźwiękowych, które odbijają się ode mnie.

Budzi mnie Twoja obecność i Twój uśmiech.

Pozwalasz mi się pokręcić, pomarudzić, zachęcasz mnie, żebym wstała.

Zachęcasz mnie kawą i śniadaniem, które przygotujesz. Wiesz jak to zrobić!

Wypijamy jedną, wspólną kawę. Nigdy nie wypiłam przecież całego kubka, zawsze dopijasz to, co zostawię.

Rozstajemy się na długich 10 godzin. Pracujemy, zarabiamy pieniądze, jesteśmy najlepsi jak potrafimy w tym, co robimy.

Tęsknimy za sobą.

Czasem ja, a niekiedy Ty wyślesz wiadomość – Myślę o Tobie.

Ależ to potrafi rozgrzać, kiedy jest zimno. Ostudzić emocje, kiedy jest nerwowo. Dać siłę, żeby wstać, kiedy brakuje sił.

Nie możemy doczekać się siebie.

Wspólnie jemy kolację. Opowiadamy sobie jak minął dzień. Jesteśmy ciekawi każdego szczegółu. Dopytujemy się i domagamy się siebie.

Jesteśmy spokojni, ponieważ było nam dane obudzić się razem, a teraz będzie nam dane położyć się znowu razem.

Żeby bezpiecznie przespać noc. Ja osłonię Ciebie, a Ty pokonasz wszystkie nasze koszmary.

O nic się nie martw! Powtórzysz to dwa razy ściszając głos i zasypiając obok.

Pogłaskasz mnie po policzku wyjątkowo. Będę zaopiekowana. Będę szczęśliwa.

Takie miałam dziś marzenie.

1939

Gdyby był lipiec 1939 nosiłabym długą spódnicę i białą bawełnianą koszulkę na ramiączkach.

Włosy byłyby luźno spięte, a na stopach drewniane koturny.

Makijaż nude. Zresztą! Jakie znaczenie ma makijaż.

Za 60 dni, o 6 rano skończy się pewność.

Pewność przyszłości, prawdy, przyjaźni. Dlatego musimy się spieszyć!

Wstawaj leniuchu! Już 12-sta godzina, nie zakrywaj się kołdrą, zaraz odsłonię świat za oknem i spojrzymy przed siebie.

Musimy się spieszyć!

Musimy zdążyć odrobić lekcje z wszystkich znanych nam uczuć wzajemnych, tych dobrych i złych.

Kochaj mnie mocno, pożądaj gorliwie, odwracaj się za mną, kiedy idę do pracy, żeby zapamiętać mnie dokładanie taką, jaka jestem.

Wieczorem wyplątuj mi opaskę z włosów i rysuj palcami linię od obojczyków, kości klatki piersiowej, wzdłuż pępka do bioder.

A potem powtórz to wszystko, tylko całym sobą i przygarnij mnie, ponieważ bardzo tego potrzebuję.

Spiesz się! Inaczej przegram tę wojnę i zginę od swojego największego wroga – Samotności.

Nie zawieram paktów, nie podpisuję konwencji.

Z nikim nie idę na żaden układ. Nie znam się na tym. Próbuję liczyć na Ciebie. Będziesz moim schronem, kiedy nas zaatakują? Lotnią, którą odlecimy, żeby być ponad to?

Musimy się spieszyć, niszczeję od wojen. Boli mnie brzuch. I mam suchą cerę. Którędy prowadzi droga do schronu?

Za dużo

Kiedy miało się zrozumienie w jego oczach,

ciepłą herbatę w chorobie,

jego dłoń w swojej dłoni,

a zostaje się z listami przewiązanymi aksamitną wstążką,

to to jest wszystko za mało.

Kiedy słyszało się swoje imię szeptane przez jego sen,

tańczyło się do zdartych butów,

kochało się go i vice versa,

a zostaje się w towarzystwie jego choroby,

to to jest wszystko za dużo.

Za dużo na jedno serce, na jedną pamięć, na jedyną miłość w życiu.

1825 dni

Czekałam na Ciebie 1825 dni.

43 800 godzin.

A teraz dzieli nas zaledwie kilka godzin od powtórnego spotkania i jestem taka niecierpliwa!

Tak, zrobiłam to…

Nie mogłam się powstrzymać, bo każda kobieta zrobiłaby tak samo.

Jako rasowa dekoratorka wnętrz ludzkich, zaprojektowałam nam sypialnię i salon.

Na środku salonu ustawiłam jasną kanapę z widokiem na ogromne akwarium.

W błękitnej wodzie będziemy mogli nurkować po nowe pomysły na nasze długie życie we dwoje.

W sypialni zaś, nie będzie nic ponad rozległe prześcieradło, które będzie sięgało daleko po nasze skrywane fantazje.

Nie mam pomysłu na więcej…Jakoś urządzimy resztę.

Najpierw podaruj mi siebie…

Czekam

Zawsze jestem przygotowana na Twoje ewentualne zjawienie się.

Zakładam opaskę na włosy z czarną kokardką. Podkoszulkę i długi sweter, w którym mogę się przytulić. Czarne, wygodne legginsy.

Wyglądam wyczekująco. Czasem dorzucam różową chustę, jeśli chcę rozweselić swoje czekanie. Każdy, kto wchodzi do mojego mieszkania pyta kiedy wymienię sweter na sukienkę. Wciąż nie nadszedł odpowiedni czas.

Do tego wyczekiwania przygotowywałam się bardzo długo. Wzięłam kilka lekcji, poczytałam literaturę, wygooglowałam sposoby na wytrzymanie.

Na prosty kręgosłup, na głowę do góry, na bycie nieskończenie cierpliwą. Czekanie opanowałam w stopniu zaawansowanym. Po angielsku – advanced. Wciąż mogę być jeszcze lepsza i zostać native`m – czyli kimś po kim nie rozpoznajesz, że nie będąc Francuzem, posiada taką biegłość językową, że myślisz, że urodził się we Francji.

Tak samo ja – tak świetnie opanowałam język czekania, że nikt już nie rozpoznaje we mnie postawy wyczekującej. Stało się normalne, że czekam. Dlatego nikt nie przystaje obok, nie chce poczekać ze mną ani na chwilę, żeby nie przerywać długiej linii samotności jaka biegnie przede mną.

Używam coraz to bardziej wyszukanych wyjaśnień tego samotnego oczekiwania – sięgnęłam nawet po mądrości nigeryjskie – jeśli przydarza Ci się coś trudnego, złego, smutnego, to dlatego, że Bóg to zsyła na Ciebie, ponieważ wie, że sobie z tym poradzisz. Albo hinduskie – jeśli nie dostajesz tego, czego bardzo chcesz, to dlatego, że Bóg wie, że nie jest Ci to potrzebne w tym momencie.

Mam wianek z tych zebranych pocieszeń i nie wychodzę z domu bez niego. Nawet zimą noszę go pod czapką. Zaś kiedy śpię kładę go obok poduszki.

Boję się pomyśleć co będzie, kiedy wianek zwiędnie i jak dalej będę czekać?

/dopisek od anioła/

Tak samo jak przez ostatnie 8 lat.

Z nieskończonej 8 przejdziesz w 9. Dziewiątka otwiera, nie domyka, pozostawia szczęśliwą niepewność. Rozwija linię, która zbiegnie się z Jego linią.

Nie miej wątpliwości co do tego, że nawet dwie linie biegnące równolegle kiedyś zbiegną się w nieskończoności…

Chwila zapomnienia

Zapomnijmy o kosmosie

gwiazdach i zodiakach,

nieugaszonym papierosie,

o polnych czerwony makach.

Że dzień i noc to jest doba,

dzieli się na pół,

on ci się podoba,

do obiadu nie nakryty stół.

Zamknij oczy na zmartwienia,

wosk topnieje,

Gdzie podziały się twoje marzenia?

Szybko, bo wiatr je zwieje!

Przestań myśleć o kochaniu

słońcu, które grzeje,

rzęs malowaniu,

zaczarowanym wzgórzu…

Zapomnij się na chwilę……

Pan Brak

Uparcie dążycie do bycia w dwuosobowym stadzie – Ty i On.

On przygarnia Ciebie a ty przygarniasz jego. Postanawiacie spędzić resztę życia razem.

To takie proste.

Postanowić.

Dbać o siebie i w zatroskaniu pytać co wieczór po całym dniu niewidzenia się – Jak minął Ci dzień? Co mogę dla Ciebie zrobić?

To takie trudne.

I przeszywająco smutne, kiedy tego nie ma.

Kiedy w miejsce opiekowania się sobą wkracza BRAK.

Brak jest rodzaju męskiego i zawiera w sobie słowa „rak”.

To zrozumiałe.

Rak zabiera Ci wszystko, a przede wszystkim siłę, żeby coś zmienić.

On jest chory na raka. Nie ma już siły, żeby cokolwiek Ci dać.

Ty nie masz już siły, żeby udowadniać, że zasługujesz na więcej.

Braki mają różną postać i każda z nich jest niebezpieczna.

Brak wspólnego snu, brak zrozumienia, brak kwiatów, brak spokoju, brak zakochania.

Brak jest nowym gościem w Waszym domu.

Mieszka według uznania – w jadalni, wtedy nie celebrujecie wspólnego posiłku.

W sypialni – wtedy zabiera drugą połowę łóżka.

W łazience – nie przeglądacie się razem w lustrze robiąc głupie miny.

W kuchni – nie wypakowujecie wspólnie zakupów.

Na tarasie – nie siedzicie tam razem do późnych godzin nocnych patrząc w niebo.

Brak panoszy się po całym domu. I po całym Waszym życiu.

A tak uparcie chcieliście być razem.

Razem z Panem Brakiem.

Tatu, zgadnij!

I choć nie powiedziałeś do mnie nic od 5 lat,

to zastanawiam się o czym byśmy właśnie rozmawiali.

Umiem już czytać z Twoich oczu,

rozumiem ruch górnej wargi,

odgaduję, co mógłbyś powiedzieć,

gdybyś mówił.

Afazja to taka gra w zgadywanie.

Nie mówisz Ty, zgaduję ja!

Nie zapadła kurtyna milczenia.

To zawalił się cały mój dziecięcy świat.

Nie ma taty.

Odgadnę czy smakuje ci obiad,

ale nigdy nie odgadnę, dlaczego to my musieliśmy zagrać w tą grę…

Jak lampka szampana

Bardzo się niepokoję.

Jesteś lampką szampana, która stoi na brzegu stolika.

Boję się, że przechodząc mogłabym Cię strącić.

Rozpadłbyś się wtedy na drobne części,

a ja nie umiałabym się z tego pozbierać.

Podaję Ci się skruszona jak cukier puder,

a mimo to, dalej nie mogę Cię rozgryźć.

Jeśli jednak przypadkiem dostrzeżesz we mnie dobry materiał na kotwicę,

wyciągnij ją i zarzuć.

Podryfujmy na razie blisko lądu.

Może kiedyś wypłyniemy na ocean…

Związek zgody

Podstawowe zasady języka polskiego nakazują, by podmiot tworzył z orzeczeniem związek zgody.

Gdybyś uczynił mnie podmiotem swojej twórczości i odmieniał przez siedem przypadków jak przez siedem dni tygodnia swojego życia, co dzień wymyślał dla mnie nowe funkcje i ubierał w niewypowiedziane dotąd słowa, stworzylibyśmy gramatyczny związek zgody.

Ty orzekałbyś o swojej potędze znając klucz poprawnej odmiany, sięgałbyś po mnie we właściwym dla nas przypadku a ja znając trzy twoje strony, zapomniałabym o tej ciemnej.

Każdy tryb postępowania dopuszcza błędy ortograficzne, ja nie znam słownika na pamięć.

Będziemy mówić o sobie tylko w czasie przyszłym.

Ty zrobisz ściągę z najważniejszych zagadnień życia, ja zajmę się właściwym trybem.

Warunkowy? Musi najpierw podmiot z orzeczeniem znaleźć się w jednym zdaniu.